Czułam, jak po moim ciele przechodzi fala dreszczy. Przejechał po moich nagich plecach i zaczął masować moje zmęczone barki i szyję. Jego ręce działały cuda, były takie delikatne, a zarazem męskie... Syknęłam, gdy opuszkami palców przejechał po siniaku widocznym na prawej łopatce. Pamiętał, co się wtedy wydarzyło.
-Przepraszam, Lily... -szepnął, całując obolałe miejsce.
-Przestań. Proszę, zapomnijmy o tym. Byłeś wściekły. -odpowiedziałam mu. Byliśmy cicho, tak jakby żadno z nas nie chciało, aby ktoś usłyszał naszą rozmowę.
-Co oczywiście mnie nie usprawiedliwia. Uderzyłem cię, rozumiesz? Żaden mężczyzna nie powinien cię bić. A ja to zrobiłem... -odwróciłam się do niego przodem i spojrzałam mu w oczy. Wiedziałam, że cierpiał z tego powodu, ale czasu nie da się cofnąć. Chwyciłam go za dłonie i ścisnęłam lekko.
-A wiesz, że gdyby nie tamto, nie ścieśniłyby się nasze więzy jeszcze bardziej? To było dwa tygodnie temu, przestań robić z siebie przestępce.
-Emily...
-Pocałuj mnie. -powiedziałam, a po chwili na moich ustach czuć było jego, malinowe wargi. Uwielbiałam, jak całował. Delikatnie, ale z nutką pożądania - kochałam to. Gdy się smuciłam to zawsze te pocałunki poprawiały mi humor. Kochałam go, to było pewne...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz